

No i jak Wam się podoba? Ups... ;)
No co, a mnie się już podoba. Im dłużej słucham, tym bardziej... Ktoś z moich gości jakiś czas temu prosił, by muzyczka była żywsza jakaś...
Mówicie i macie. :)






Czas jesieni sprzyja różnym infekcjom, osłabieniom organizmu, przeziębieniom i niemal graniczy z cudem pozostawanie w pełni zdrowia we współczesnym świecie. Wystarczy uruchomić wyobraźnię... zanieczyszczone powietrze, przetworzona żywność, konserwanty, deszcze / kwaśne/, które spadają na zwykłe ,,rasowane" nawozami i opryskami , ale też na te... ekologiczne uprawy, bo przecież nie rosną między deszczem..., smog elektromagnetyczny, który jest wszędzie...a teraz chłód, wiatr jesienny, zmienność aury, niedalekie mrozy...
Jednak bez paniki, bo i dziś, jeśli szuka się informacji na temat zachowania zdrowia w niezdrowym środowisku, można znaleźć je wszędzie. Nie twierdzę tu, że to łatwa sprawa do wykonania, bo znaleźć, a wykonywać..., sami wiecie. .. Jednakże pewne jest, że zdrowie zaczyna się w czystym organizmie. Warto więc poświęcić temu trochę uwagi. Profilaktyka jest przecież dużo tańsza od leczenia..., nie?
Mamy w sobie takiego naturalnego strażnika zdrowia... swój własny system immunologiczny, który jeśli jest sprawny, bez problemu poradzi sobie z wirusami, bakteriami, wszelkimi chorobami, w tym grypą sezonową, ptasią, świńską i innymi, o których tylko sobie zamarzą... firmy farmaceutyczne. Bo nie ukrywajmy..., że to im najbardziej zależy na zbycie własnych produktów. Potężna machina... I ciekawe... Jeśli chodzi o ogromne pieniądze..., to czy tym firmom może zależeć bardziej na zdrowiu klienta / pacjenta /, czy na dobrych wynikach finansowych... Wniosek jest jeden, niestety.
Nie jest tajemnicą, że każdy lek chemiczny wyprodukowany przez człowieka, ma skutki uboczne. Potwierdzają to nawet ulotki załączone do każdego leku, które jednak bardziej chronią firmę przed jakąkolwiek odpowiedzialnością, niż nas, pacjentów, bo lekarz w razie takowych... przepisze... inny lek. O innych skutkach ubocznych, które albo się odezwą zaraz, albo niezauważone zepsują coś nowego, przy okazji leczenia podstawowej jednostki... I nie ma szans, by było inaczej, jeśli już wpadniemy w wir aptekowych zakupów... Coś o tym wiem z własnego doświadczenia. Nawet powiem, że bardzo dużo wiem... i są wśród Was osoby, które wiedzą o czym mówię.
Nie odradzam tu, ani nie ganię tych, co biorą leki i leczą się, bo już nie ma odwrotu, a zbyt wielu zniszczonych organów w organizmie naprawić się ot tak sobie, z dnia na dzień, nie da. Często nie mają wyjścia, ale chcę zwrócić uwagę jeszcze na inną, a ważną rzecz.
Zapomnieliśmy o czymś jeszcze... , że Natura obdarzyła nas naturalną apteką i kiedy tylko możemy.... stosujmy jej dobra, jak najmniej przetworzone warzywa, zioła, owoce. Jeśli tylko możemy w naturalny sposób chronić swój organizm, wykorzystujmy to, co na pewno krzywdy nam nie zrobi. Jest dla nas. Na ten czas, tak okrzyczany zagrożeniem pandemią grypy zaopatrzmy się w spore ilości choćby czosnku, cebuli, soku malinowego, soku z kapusty, pamiętajmy o rozgrzewających kąpielach i... nie pijmy gorącej herbaty przed wyjściem na mróz..., który już podobno niedługo... Raczej szklankę zimnej niegazowanej wody... Ubierajmy się stosownie do temperatury na zenątrz. Jest mnóstwo innych jeszcze, mniej popularnych sposobów, znanych raczej ezoterykom i zwolennikom rozwoju duchowego, o których to sposobach nie będę tu dziś pisać, ale tym, co się zainteresują polecam na przykład yogę małych palców..., mudry i podobne sposoby.
Dziś jest już wielu lekarzy, którzy skłaniają się do naturalnych metod leczenia, wykorzystujących wiedzę naszych babć, ale i nauki Wschodu i bardzo do nich zachęcają. W samym Wrocławiu jest kilka, albo i może już kilkanaście przychodni, gdzie stosuje się wyłącznie takie metody leczenia, nie mniej oblegane od tych zwykłych. Fakt, że jeszcze trudno się zorientować..., na kogo się trafi...., ale rozeznać się w środowisku można dość dobrze w dobie internetu.
Tu... zabawna historyjka przy okazji.. Jest taka strona w necie, /znanylekarz.pl/, na której niedawno wpisałam nazwisko lekarza, którego ktoś komuś polecił i proszono mnie o poczytanie i powtórzenie opinii... I oto, kochani czytam zarzut wobec lekarza... : ,,Nie jestem zadowolona z wizyty, niby określono godzinę, na którą mam się zgłosić, przyszłam kilkanaście minut wcześniej, by się nie spóźnić i... czekałam na wejście do dra ponad godzinę, to podobno zdarza się tam nagminnie, a pacjentów mimo to rejestruje się co 15 minut... Byłam wściekła, bo po co te godziny, skoro wysiedziałam się tam, jak za starych, dobrych czasów... Zapłaciłam kupę kasy /nie napisała ile, a szkoda ;) przyp.bx/, więc wymagam, by przyjęto mnie o ustalonej godzinie..." No kochani... Zapłaciła wg mnie za wiedzę lekarza szybszy termin wizyty w prywatnej przychodni, a nie za godzinę przyjęcia..., jeśli już. Ja nie chciałabym iść po raz drugi właśnie do takiego lekarza, który wyprosiłby mnie z gabinetu w połowie rozmowy, czy badania, bo minęło tych 15 minut... Jakże łatwo nam oceniać innych metodami...Kalego... Jak ja wchodzę, to chcę by przyjęto mnie z należną uwagą, zbadano dokładnie, ale jak już wchodzi ktoś inny..., to już ma obowiązywać czas..., niezależnie od tego, z czym tam wszedł. Pewnie najlepiej, jeśli krótszy, niż ten przewidziany... /Bo fajnie, kiedy to Kali ukraść komuś krowy.../ Ciekawe, czy by zdążyła na wizytę... ;) Napisałam komentarz..., a jakże... ;)))) Ale zapewniam... grzeczny.
Wracając do tematu.... Ja sama korzystałam np. z akupunktury, na którą zaprosił mnie... mój lekarz rodzinny, a to przecież jest tylko niewielkie miasteczko powiatowe. Ważne, by rozmawiaż ze swoim lekarzem szczerze i nie ukrywać faktu, że bywamy u niekonwencjonalcych medyków, bo tu dopiero możliwy jest galimatias... To nie zaścianek, by bać się rozmowy... :)
No i nie byłabym sobą..., gdybym nie dodała, abyśmy nie zapominali o najważniejszym... o optymizmie, radości, o pozytywnym nastawieniu do życia. Jeśli bowiem damy się wpuścić w kołowrotek strachu... przyciągniemy do siebie dokładnie to, czego się... boimy. A przecież stare, jak świat przysłowie mówi, że strach ma wielkie oczy...
Zaś do specyfików farmaceutycznych podchodźmy z rozsądkiem i ogromną ostrożnością.
P.S.
Wczoraj na zaprzyjaźnionym bloogu zastałam pewne ważne informacje dotyczące szczepień przeciw grypie... i wystarczy, pomyślałam... Kto zechce, sam na nie trafi, przecież tutaj, w necie, wszyscy mamy jednakowe szanse na to, by znaleźć to, czego szukamy. Ale i wątpliwości..., bo przecież... nie każdy wie, czego szukać. I że jest czego... Jednakże na wszelki wypadek, jeśli ktoś ma dylemat /wszak temat gorący/ - szczepić się, czy nie, po uważnym wysłuchaniu prof. Majewskiej, rozesłałam podane linki znajomym , ponieważ stwierdziłam, że zawiera informacje, które każdy z nas powinien znać i chociażby być ich świadomym. Kiedy dziś po powrocie z pracy zastałam na swojej skrzynce dziesiątki słów ,,dziękuję, nie miałam/em o tym pojęcia"/, a dodatkowo kilka tychże samych linków wysłanych do mnie..., wiedziałam, że zrobiłam, co należało. Stąd też decyzja o temacie dzisiejszej notki. Poniżej obydwa linki, o których wspomniałam. Kto ciekawy, zajrzy... Kto nie..., jego sprawa i takie jego prawo.
1. Prof. Majewska o szczepionkach cz.1
2. Prof. Majewska o szczepionkach cz.2
Nie zabrzmiało dobrze..., wiem. Kontrowersyjny temat - rzeka... No dobra, dobra... to już koniec. Głowy do góry, Słoneczka. ;)))) Dobranoc. I... aniołek na noc.... ;)




Moi kochani... Czytając Wasze komentarze stwierdziłam, że warto napisać, jak sama odbieram zdarzenie opisane w poprzedniej notce, ponieważ niepewni moich odczuć, interpretujecie je bardzo różnie. :)
Otóż... ogromnie się cieszę, że nastąpiło to, jak ktoś z Was określił ,,spotkanie po latach". To nie przypadek, że... polubiłam właśnie tę osobę najbardziej ze wszystkich tam przebywających pań, poznałam jako wspaniałą osobowość, ciekawą i bardzo bogatą. Która ma bardzo bliski mojemu sposób myślenia i odczuwania oraz podejście do życia. Ogromne pokłady energii, optymizmu, o którym wciąż przypominała, by i mnie go czasem nie zabrakło :), a także radość w oczach, której nie umiem opisać i ciągły uśmiech na twarzy... Rozmawiałam z nią też wczoraj, a także dziś, będąc po wypis, mogłam towarzyszyć jej dłuższą chwilę. Dziś wychodziła do domu. Tyle radości w oczach, kiedy zobaczyła, jak wchodzę na salę, nie widziałam już dawno... :) Podobnych osób nie spotyka się na każdym kroku, ale...
Nikogo i niczego w swoim życiu nie spotyka się na darmo. Wszystko ma swoją przyczynę i skutek. To od nas zależy, czy takie zdarzenia, czy niby przypadkowe spotkania odczujemy, jako doświadczenia, czy wskazówki, czy też ich nie dostrzeżemy wcale. Wydarzenie to uświadomiło mi jedną ważną rzecz... Tamto pierwsze spotkanie nie robi już na mnie żadnego wrażenia, nie zostawia cienia żalu, niedosytu, czy też poczucia niespełnienia. Stało się, jak wiele innych zdarzeń, które się stają w życiu, wydając się niepozornymi, błahymi, albo też krzywdzącymi. Pozornie, bo tak naprawdę dopiero niekiedy po upływie długiego czasu możemy się przekonać, że to zupełnie nie tak, jak myśleliśmy. A przecież ja... To dziś jestem szczęśliwa. Robię to, co kocham. A miłość do ludzi mogę wyrażać w każdej chwili, bo tego nikt nie jest w stanie mnie pozbawić. Ona wciąż i niezmiennie jest we mnie. Od zawsze. Dziś myślę, że tamto zdarzenie sprzed lat wróciło po to właśnie, by mi to w pełni uświadomić. Reasumując... mogę powiedzieć, że to zupełnie możliwe, iż /między innymi/ dzięki tamtej decyzji pani dyrektor... jestem dzisiaj, jaka jestem, mam to, co mam i robię to, co robię. To również doświadczenie... Ale takie, które uczy... Uczy, że nawet kiedy spotyka nas coś złego, to dzieje się po coś, czego w danej chwili możemy być jeszcze nieświadomi. Trzeba to przyjąć, nie pytając dlaczego się dzieje. Jeśli będzie trzeba, jeśli uzna to za konieczne, życie... samo odpowie.
Uśmiecham się. :) Wszystkiego dobrego. :)))

Byłam w szpitalu. Na sali leżały oprócz mnie trzy panie. Każda z nich o wiele lat starsza ode mnie, blisko lub już po 80 tce. Bardzo miłe, ale dwie z nich nie mogły chodzić. Trzecia pani również miała bardzo ograniczone ruchy, ale chodziła. I o tej pani będzie mowa już za chwilkę. Dwie leżące panie tak nie wiadomo kiedy stały się moimi podopiecznymi, a to podałam picie, a to podniosłam kołdrę z podłogi, a to przykrywałam w nocy..., a to przysiadłam, by porozmawiać, a to nakarmiłam, bo syn spóźnił się na obiad. Dla jednej byłam Bożenią, druga nie pytała mnie o imię, ale szybko zaufała, choć przyjechała najpóźniej z nas.
Drobnostka. Dla mnie zwyczajna rzecz, nie warta wspominania, bo zupełnie odruchowa. Całą sytuację widziała trzecia pani i to z nią nawiązałam najlepszy kontakt. Rozmawiałyśmy sobie o pozytywnym myśleniu, o radości, miłości, och, wiecie, jaki to raj dla Bellatrix - takie tematy... Osoba bardzo wykształcona, mówiąca pięknym językiem, autorka popularnej książki historycznej o Polakach na Sybirze... zastanawiało mnie tylko jedno cały czas... skąd ją znam? Skąd...
Rano wizyta lekarska, audytorium najzacniejsze, bo ordynator, zastępca i kilku młodszych lekarzy, ja będę ostatnią pacjentką, o której będą rozmawiać. I nagle moim uszom chyba się śni...:
- Panie doktorze, ta moja Bożenia, co leży naprzeciw bardzo mi wczoraj pomagała i w nocy... też mi pomagała...
- Która to pani Bożenia, pani Janino...
- A ta... /pokazała mnie palcem/
Lekarze obejrzeli się na mnie, uśmiechali się. No co... odwzajemniłam uśmiech i tyle...
Ale to nie koniec..., bo nagle odzywa się ta trzecia pani:
- Tak, tak... ta pani minęła się z powołaniem, powinna być pielęgniarką, bo tyle serca ma dla ludzi. /powiedziała z uśmiechem/
Olśnienie... Już wiem!!! Już wiem, skąd ją znam...
Wizyta dobiegła końca, lekarze wyszli, ale nagle otwierają się drzwi i jeden z lekarzy wywołuje mnie na zewnątrz... stoją wszyscy...
- Pani Elu, mamy nadzieję, że nie dźwigała pani pacjentek...
- Ależ skąd, doktorze, to tylko takie drobne przysługi...
- Ale panią wychwaliły, nawet pani dyrektor...
- Tak... słyszałam, ale pan czegoś nie wie... Pani dyrektor... nie przyjęła mnie w swoim czasie do Liceum Medycznego, byłam najlepszą uczennicą w klasie, a jednak nie przyjęła. Nie wyobrażałam sobie siebie w innym zawodzie. Byłam w grupie dyspanseryjnej, wtedy tak się nazywały grupy, w których były dzieci z tzw. szmerami serca..., na które do dziś nie narzekam... :)))
- No co pani mówi... i powiedziała jej to pani? Ja bym powiedział...
Uśmiechnęłam się... Nie. Nie powiedziałam... Czy to dziś już ma znaczenie... I tak już się minęłam z powołaniem. ;)))












Ranek przywitał mnie chmurami. Od 5 rano jestem na nogach i ani grama słoneczka nie widziałam. Lubię słońce, ale nie uważam też, by jego brak odbierał chęci do życia. Bez przesady.
No cóż..., to nic, że niedziela. Trzeba było wstać, to trzeba i nie ma o czym mówić. Zwłaszcza, jeśli nie do końca wiadomo, o której wyjeżdża bus do Holandii ze stacji Orlenu. Pojechałam o 5.45, wróciłam o 7... Na drugi raz niech mi się lepiej małżonek dowie, bo marny jego los będzie, jak będę musiała tam zakwitać i zapuszczać korzonki... Ale nic to..., jak mawiał pan Wołodyjowski... Załatwione. Pojechało do męża, co miało pojechać i nawet świeżutki chlebek też. :)
Tylko, że... spać mi się odechciało na amen. I co myślicie..., no jasne, że poszłam do Maksa.
Wypuściłam go z kojca. Ale miał radochę... A mój pies, kiedy ma taką frajdę, to z początku wcale nie biega... Dopiero, jak wysiedzi się przy mnie na ławce swoją przednią połową. :) No bo przecież w całości już dawno się na ławce nie mieści, zwłaszcza przy mnie.... Ok., posiedział, poprzytulał się i kiedy już chciałam iść do domu, to jemu akurat zabawy z piłką się zachciało... Przynosi mi pod nogi, kładzie i zaczepia mnie zębiskami... No dobra, przyjęłam, że się uśmiecha... ;) Tylko skąd tyle siniaków od tych uśmiechów mam na rękach... Ledwo zdołałam zaprowadzić go z powrotem do kojca, tak się rozbawiło psisko. Ale dobrze wiem, kiedy ma dość zabawy. Zziajany, z piłką w zębach przychodzi i dosłownie uwala się na moje nogi.
Wróciłam do domu, o spaniu nie ma mowy, o tłuczeniu się garnkami też nie, bo wszyscy śpią po wczorajszym wieczorze imieninowym moich rodziców, który zrobiliśmy im u nas. Zawsze przy tej okazji zakańczamy sezon grillowi. Miał być grill i wczoraj, jednak było za chłodno, by siedzieć na dworze. Mama tak szybko marznie... Matko... właśnie uświadomiłam sobie, że przecież spać poszłam przed 2 w nocy... No tak... szczęśliwi czasu nie liczą, nie? A ja ze swoimi dziećmi mogłabym spędzać cały swój czas. Mnóstwo śmiechu, kawałów, mnóstwo tematów do rozmowy. Stąd i czas upływa szybko..., za szybko. :)
Tak... Słoneczka jak nie było, tak nie ma, dzieci jak spały, tak śpią... dochodzi 8... Cały dzień przed nami, więc życzę wszystkim gościom wspaniałej niedzieli. Może moje dzieci zechcą pojechać wieczorem z mamą do Wrocka, by zobaczyć nową, przepiękną fontannę ze świetlną tancerką...
Sami zobaczcie, jakie mamy cudo!!! Dodam, że co jakiś czas zmienia się rodzaj muzyki, a najpiękniejsze i najdłuższe pokazy są od godziny 22. :) Jak można nie kochać takiego miasta... Nie pomińcie tego miejsca, będąc tu kiedyś... :)
A teraz popatrz koniecznie!!! :)))
Wizualizacja fontanny - coś wspaniałego... :)



















Wróciłam z psem późnym popołudniem, ze dwie michy wody wypił biedny... No jasne..., przecież się tak napracował dzisiaj, jak nigdy... Musiał... panią prowadzić na smyczy... I to taki kawał... ;)))












poniedziałek, 15 marca 2010
W azylu szukało schronienia wędrowców: 16988
| « marzec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 |
| 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| 29 | 30 | 31 | ||||
Jestem, jaka jestem. Piszę, bo lubię. Nikogo nie szukam. Uszanuj to mój gościu.,,Mój jest ten kawałek podłogi".

Jestem. I już. :)
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
THE END - POŻEGNANIE
Ach, Elu! - zwana też ostatnio -
bardzo pięknie - Bell - \
zawdzięczam właśnie Tobie - tyle pogodnych dni,
bo rozpoczynając je od przeglądania
poczty, Waszych wpisów u mnie -
wiedziałem, że zawsze "prześlesz"
tyyyle radości życia i szczerego uśmiechu,
że nie sposób, bym po tym - mógł się
choć na chwilę zasępić ;D.
Ha1 ;) - nawet nie wiesz - ile Tobie
zawdzięczają (przez ten pogodny nastrój) -
moi współpracownicy! ;D
Jestem z natury pogodny, ale po taaakiej
dawce!! ;D))) heh.
Twoja pasja twórcza, radosne opisy,
czułości pełne wiersze i taka -
po prostu - wyjątkowa ludzka
dobroć - jaka emanujesz -
jest czymś wręcz zjawiskowym!
Tak bardzo Ci za to dziękuję!
ZA to, że mogłem i Ciebie TU - "poznać",
utrzymywać kontakt, wymieniać się radościami
i tym czym akurat żyłem.
:D Teraz przypomniałem sobie - "naszą walkę"
z Twoim blogiem ;) i jego "technicznymi
problemami" ;D))).
Wszystkie te , tak pogodne chwile -zapamiętam na zawsze.
I tak, jak już napisałem - dla mnie słowo zawsze -
MA znaczenie i treść!
Ściskam Cię , Bell - najczulej i wierzę,
że nigdy ten Twój promienny
uśmiech, który się po prostu u Ciebie
czuje (wcale nie musi się go widzieć,
by wiedzieć, że JEST!) - nie wygasi się nigdy, a jeśli już - to tylko -
by odpocząć ;).
Ufam też, iż Twoja twórcza pasja-
będzie tak dalej rozkwitać - tworząc
kolejne postaci i przedmioty
"magicznego dobrego świata Eli"...
Jesteś wyjątkowa.
Tak w ogóle - mam niesamowite szczęście -
spotkałem TU tule absolutnie
wyjątkowych ludzi...
Ściskam czule i "ze słońcem"!;D
DZIĘKUJĘ, BELL!
________
P.S.
A wilczka - dodatkowo - ode mnie utul! ;D